W trakcie przepisywania z mojego notatnika tekstu na blox, powróciła także piosenka, która właśnie wtedy leciała w radiu. A wszystko za sprawą uwagi na marginesie: “Teardrop (Massive Attack) w wykonaniu innym, facet z gitarą, Jose Gonzales.”
Zatem muzyka!
Choć na głównym blogu jest radośnie, tu znowu słuchać odgłosy wojny…
Wszyscy pamiętają (?) 1 sierpnia i godzinę “W” sprzed sześćdziesięciu czterech lat.. Zryw okupowanego narodu w walce o przyszłość, honor… (nie chcę tutaj wdawać się w ocenę tych wydarzeń.) Ale umyka jakoś, że to nie był tylko jeden dzień (choć ten akurat niósł nadzieję). Walki trwały do początku października… 11 sierpnia, czyli dość szybko od dnia wybuchu, powstańcy ulegli pod naporem miażdżącej siły wroga. Tak było na Ochocie (“Reduta Wawelska”) i na Woli, gdzie walczył batalion Parasol. Już kilka dni wcześniej, kiedy jeszcze walczyli tam żołnierze AK, zaczęła się rzeź obu dzielnic (na Ochocie dokonana przez RONA, a na Woli przez kryminalistów z Sonderbataillon Dirlewanger).
Oczywiście znana jest twórczość Lao Che poświęcona powstaniu – np. barykada.
Lecz ja dziś prezentuję hołd jaki złożył powstaniu niemiecki zespół metalowy
Żyję sobie w dziczy bez wieści ze świata i jest dobrze..
A potem kontakt z cywilizacją i włos się jeży… Zaczynają się Igrzyska (już okryję zasłoną milczenia gdzie, bo to zakrawa na kpinę), czyli dla ludzi cywilizowanych czas pokoju (tak było dla Greków, a my niby jesteśmy na wyższym szczeblu rozwoju). Igrzyska pięknie w mediach ukazane, a tymczasem na Kaukazie znowu wojna: Gruzja próbuje zbrojnie przywrócić swoją władzę nad Południową Osetią, a Rosja udziela wsparcia Osetii i bombarduje miasta gruzińskie…
Świat żyje zapatrzony w stolicę Chin i piękno bezkrwawe rywalizacji sportowców, a na Kaukazie giną ludzie… dla mnie zgroza…
Niewiele się zmieniło od minionego wieku szaleństw… wciąż aktualna pozostaje ta pieśń…