Sylwester – pożegnanie starego i witanie nowego. Nie raz zastanawiałem się nad tym, czy ta zabawa nie po to, aby zagłuszyć nasze poczucie przemijania. Skupiamy się na tym, co czeka nas w przyszłości – żyjemy nadzieją. A bardziej może dobrą zabawą. No i może o to właśnie chodzi w tę jedną noc w roku.
Najczęściej wszak to witanie odbywa się przy dźwiękach tego, co lubimy, co dobrze już znamy. W rytmie naszej młodości. Ha, zaśmiałem się w duchu, bo przecież staruszkiem jeszcze nie jestem. Nie jestem też młodzieżą, choć czasem chcę się tak jeszcze czuć. W klubie w którym się bawiłem przekrój wiekowy był spory (a ja byłem gdzieś bliżej strzałki tego wykresu). Zabawne mi się wydało, kiedy wszyscy skacząc przy wtórze muzyki powtarzali za Kazikiem: „wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni…” i to zarówno będący tam studenci, jak i „starsza młodzież” (like me;), która w 90% podopiecznych ni dzieci nie posiadała. Ot, specyfika naszych czasów.
Ja oddałem się dawnym sympatiom… Lata mijają, lecz serce wciąż mocniej bije w rytm takich utworów: