Powrót do przeszłości

Posted in the mask & mirror on Styczeń 4, 2012 by nayenezgani

Sylwester – pożegnanie starego i witanie nowego. Nie raz zastanawiałem się nad tym, czy ta zabawa nie po to, aby zagłuszyć nasze poczucie przemijania. Skupiamy się na tym, co czeka nas w przyszłości – żyjemy nadzieją. A bardziej może dobrą zabawą. No i może o to właśnie chodzi w tę jedną noc w roku.

Najczęściej wszak to witanie odbywa się przy dźwiękach tego, co lubimy, co dobrze już znamy. W rytmie naszej młodości. Ha, zaśmiałem się w duchu, bo przecież staruszkiem jeszcze nie jestem. Nie jestem też młodzieżą, choć czasem chcę się tak jeszcze czuć. W klubie w którym się bawiłem przekrój wiekowy był spory (a ja byłem gdzieś bliżej strzałki tego wykresu). Zabawne mi się wydało, kiedy wszyscy skacząc przy wtórze muzyki powtarzali za Kazikiem: „wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni…” i to zarówno będący tam studenci, jak i „starsza młodzież” (like me;), która w 90% podopiecznych ni dzieci nie posiadała. Ot, specyfika naszych czasów.

Ja oddałem się dawnym sympatiom… Lata mijają, lecz serce wciąż mocniej bije w rytm takich utworów:

Adeste Fideles

Posted in the mask & mirror on Grudzień 25, 2011 by nayenezgani
Pieśń bożonarodzeniowa, którą usłyszałem w kościele dominikanów. Niech raduje nasze serca ta nowina!
a oto jej tłumaczenie:
Przybądźcie wierni, weseli, triumfujący
Przyjdźcie, przyjdźcie do Betlejem
Narodzonego zobaczcie Króla Aniołów.
Przyjdźcie, uczcijmy. Przyjdźcie, uczcijmy.
Przyjdźcie, uczcijmy Pana.

moje grudniowe poranki

Posted in the mask & mirror on Grudzień 22, 2011 by nayenezgani

Właściwie nawet nie poranki, a noce to dla mnie. Pocieszające jest, że czas oczekiwania dobiega końca – będzie się można wyspać.

A niedługo święta. Cały czas jednak jest oczekiwaniem na wielkie spotkanie z Prawdą i Życiem… i Miłością doskonałą.

 

Samotność liczb pierwszych

Posted in the mask & mirror on Grudzień 1, 2011 by nayenezgani

Samotność liczb pierwszy to:

po pierwsze to debiutancka powieść Paolo Giordana (ur. 1982), która ukazała się w 2008 roku.

po drugie film Saverio Constanza (rocznik 1975) – trzeci w dorobku tego reżysera i scenarzysty.Nakręcony na podstawie powieści P. Giordana i przy współpracy z nim. Film miał swoją premierę w 2010 roku.

po trzecie to płyta Mike Pattona, lidera legendarnego zespołu Faith No More, który w swoim dorobku ma dziesiątki płyt. Wśród nich ścieżkę dźwiękową do filmu Samotność liczb pierwszych, czyli The Solitude of Prime Numbers.

Samotność liczb pierwszych w języku autora to La Solitudine dei numeri primi.

Jak wyczytałem w jednej z gazet, ta płyta dobrze ilustruje film, lecz niestety – w przeciwieństwie do muzyki mistrzów (Ennio Morriconego, Gato Barbieriego czy Georges’a Delerue) – nie broni się sama, w oderwaniu od obrazu. Ale posłuchajcie sami…

Rorate coeli de super, et nubes pluant justum

Posted in the mask & mirror on Listopad 29, 2011 by nayenezgani

czyli Niebiosa rosą spuście nam z góry, sprawiedliwego wylejcie chmury.

Oto pieśń na ten czas – czas Adwentu, czyli oczekiwania na powtórne przyjście Jezusa. Tęsknota ludu za swym zbawicielem… Tak, jak na pierwsze przyjście czekali Żydzi przebywający w niewoli rzymskiej, tak teraz my czekamy, walcząc ze zniewoleniami naszych grzechów. Choć o ileż nam łatwiej być powinno, skoro mamy u Ojca tak potężnego orędownika – Jezusa Chrystusa, który już za nasze grzechy umarł.

Czy w chwili Jego powtórnego przyjścia okażemy się równie ślepi na Mesjasza, jak potomstwo umiłowanego Jakuba?

Oczekując tego przyjścia, śpiewajmy, posługując się słowami m.in. z księgi proroka Izajasza:

Barokowy Poznań

Posted in the mask & mirror on Listopad 23, 2011 by nayenezgani

W okresie 5- 21 listopada moje miasto stało się stolicą (na pewno Polski) w muzyce klasycznej. Skąpe na promowanie kultury władze dały mieszkańcom mojej prowincjonalnej metropolii darmowy dostęp do Sztuki, która maluje i buduje świat za pomocą dźwięków. Przez  ponad dwa tygodnie zespoły i orkiestry z całego świata zaprosiły nas do królestwa muzyki. I ja całkowity ignorant dałem się porwać muzyce Vivaldiego, Bacha, których każdy pewnie już słyszał. Zaskoczeniem były równie wspaniale dzieła twórców zupełnie mi nieznanych: Jana Dismasa Zelenka, Johana Joachima Quantza, czy Georga Philippa Telemanna.

A wszystko to dzięki temu, że trwa jeszcze Prezydencja Polska w UE.

Niestety nagranie jest dalekim odbiciem doświadczenia jakim jest słuchanie muzyki w auli. Jednak to jedyna możliwość, aby zachować pamięć kilku koncertów na których byliśmy z moją żoną.

Wtorek 8. listopad

Włoski zespół Il Tempio Armonico.

Jeden z najlepszych koncertów: repertuar (Vivaldi), ekspresja, perfekcja.

Piątek 11. listopada

Japońska Orchestra Libera Classica

W Poznaniu zaprezentowali Mozarta i Haydna (może trudny repertuar, a może Mozart na żywo do mnie nie przemawia?). Wielkie zaangażowanie, i to pomimo głosów ulicy św. Marcin, który dominował tego wieczoru w moim mieście (Aula Nova na szagę z CK Zamek). Na youtube znalazłem Beethovena w ich wykonaniu:

Niedziela 13. listopada

Francuscy Les Ambassadeurs, wraz Alexisem Kossenko.

Przepiękny acz nieznany mi repertuar (G.P. Telemann, J.G. Pisendel, J.D. Heinichen), urzekający dialog między rogami i fletami, obojami i fagotem, rogami a innymi instrumentami. Pełnia.

Tu Alexis Kossenko z inną orkiestrą (Les Ambassadeurs powstał dopiero w 2010) wykonuje J.S. Bacha

Uni Arge – człowiek renesansu

Posted in etnologia w wersji lajt on Listopad 7, 2011 by nayenezgani

„To właśnie w Toftir, na wykutym w skale stadionie narodowym Svangaskarð, Uni Arge strzelił pięć z ośmiu goli w swojej karierze reprezentanta Wysp Owczych w futbolu. Literat, były bankier, dziennikarz, gitarzysta, wokalista i autor dwóch solowych płyt z muzyką folkową, prezenter telewizyjny i politolog. Uni. Podawali mu piłkę, a on biegł co tchu i wkopywał ją do bramki.  Potem machał do ludzi siedzących na trybunach i nie za bardzo wiedział, jak się w tym odnaleźć. Kiedy 8 czerwca 1997 roku przechytrzył od strony jeziora Toftavatn obronę Malty, patrzyło na niego prawie siedem tysięcy Farerów. Piąta część dorosłej populacji kraju”.[1]

[1] – M. Michalski, M. Wasielewski, 81:1 Opowieści z Wysp Owczych, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011, s. 298n

Uwięziony

Posted in the mask & mirror on Listopad 5, 2011 by nayenezgani

„- You are number six
- I AM NOT A NUMBER!!! I AM A FREE MAN!!!
HAHAHAHAHA”

Znacie ten tekst?

To oczywiście Iron Maiden „The Prisoner”.

Jakież było moje zdziwienie (i olśnienie), kiedy usłyszałem te słowa w filmie (dokładnie w serialu). Od razu skojarzyłem ten fragment. Pomyślałem, że utwór zainspirował kinematografię.

Błąd. Okazało się, że miniserial z 2009 roku z Jamesem Caviezelem w roli numeru 6 jest remakem serialu z lat sześćdziesiątych. Zatem to film natchnął Steve’a Harrisa i Adriana Smitha do stworzenia niezapomnianej piosenki.

Tu zapowiedź miniserialu, który jest już dostępny (polecam obejrzeć The Prisoner):

Swoją drogą, ciekawe, jak popularne są ostatnio(?) filmy, w których bohater czuje się zagubiony, uwięziony, obcy w świecie, w którym żyje…

Czy Ty też czujesz się w tym świecie więźniem? Albo masz wrażenie, że to nie Twój świat?

Taneczna bitwa w rytmie funkin

Posted in coś z zupełnie innej beczki on Październik 30, 2011 by nayenezgani

Wracając z Teatru Muzycznego w piękny i wyjątkowo ciepły wieczór październikowy, zahaczyliśmy o Stary Browar. Tam wpadliśmy w sam środek wielkiej walki.  Pojedynki na wyczucie rytmu, ruchy, akrobacje i improwizację. Naprawdę świetna sprawa, mnóstwo energii i zaangażowania. Wielki szacun dla ludzi, którzy zamiast wykańczać się alkoholem i narkotykami, poświęcają się swojej pasji i doskonalą. Powodzenia w przyszłości!

Jedyny klip z tego wydarzenia, jaki znalazłem w sieci. Choć byli tam dużo lepsi, a walki drużyn prezentowały się przednio.

…ale może kiedyś uda mi się zobaczy na żywo takich tancerzy.

Pieśń o nieustraszonym rycerzu z La Manchy

Posted in the mask & mirror on Październik 29, 2011 by nayenezgani

29 października 2011. Teatr Muzyczny w Poznaniu. Premiera spektaklu „Człowiek z La Manchy”. Tłum ludzi wśród, których można było zobaczyć znane – nie tylko w stolicy Wielkopolski – twarze.

Nie jestem wykształcony muzycznie i nie odróżniam tenora od barytona. Myli mi się obój z klarnetem. Nie wiem, czy ktoś fałszował, czy wszyscy śpiewali czysto, wyciągając każdą nutę, akord, czy Bóg wie co. Wiem jednak, że muzyka Mitcha Leigha wpada w ucho i pozostaje w nim na długo… Polskiego przekładu dokonali:   Antoni Marianowicz i Janusz Minkiewicz. (Obsadę możesz poznać tutaj).

A zatem… Miguel de Cervantes, trafia do lochów inkwizycji (szpitala wariatów), za ściągnięcie podwójnej daniny od klasztoru . Tam broni się pokazując swe dzieło don Kichote’a.  Tutaj mała próbka tego, czego można się spodziewać muzycznie (niestety nie w wykonaniu poznańskiego zespołu, lecz Teatru Muzycznego w Gdyni):

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.